Narciarz biegowy może zostać prezydentem Poznania

Narciarz biegowy może zostać prezydentem Poznania

Kilkakrotnie ukończył Bieg Wazów, a w kieszeni ma aż trzy Paszporty Worldloppet, przyznawane za ukończenie co najmniej dziesięciu z szesnastu najważniejszych masowych biegów narciarskich na świecie. Teraz Jacek Jaśkowiak ma spore szanse, by – jako prezydent Poznania – dołączyć do grona biegających na nartach polityków. I bardzo możliwe, że w biegowej rywalizacji nie będą mieć z nim szans ani kanclerz Niemiec Angela Merkel, ani poprzedni estoński premier Andrus Ansip, ani wreszcie były szef czeskiego rządu Jiří Paroubek.

 

Łucja Łukaszczyk: Jak to się stało, że zaczął pan biegać na biegówkach?

Jacek Jaśkowiak: W 2002 roku poważnie chorowałem i przyjechałem do Szklarskiej Poręby na rekonwalescencję. Pierwszego dnia urlopu przemaszerowałem 10 km, drugiego 20 km i… postanowiłem wziąć udział w Biegu Piastów.

Pamięta pan swoje pierwsze narty biegowe?

Tak, były to rekreacyjne fishery z łuską. Druga para to już wyczynowe fishery model rcs.

Nie sposób nie zapytać o to, który styl bardziej pan lubi: klasyk czy łyżwę? Jeśli klasyk, to narty z łuską czy bez i zabawa ze smarowaniem?

Wolę styl klasyczny i oczywiście ze smarowaniem. Czasami treningowo – szczególnie w trudnych warunkach do smarowania – biegam na nartach z łuską.

Ukończył pan kilkakrotnie marzenie chyba każdego narciarza biegowego, czyli Bieg Wazów na głównym dystansie 90 km. Jak wspomina pan te starty?

Pierwszy start w Biegu Wazów był dla mnie czymś doniosłym, taka próbą charakteru. Do tego atmosfera tej imprezy i 15 tysięcy zawodników na starcie. Przez wiele lat miałem w telefonie ustawiony dzwonek w postaci Vasaloppetjingel.

Jakie jeszcze narciarskie maratony ma pan na swoim koncie?

Przebiegłem wszystkie (przed przyjęciem w 2012 do grona biegów rosyjskiego Demino Skimarathon)maratony serii Worldloppet. Większość po kilka razy. Najbardziej lubię Marcialongę we Włoszech, Finlandia- hiihto, König Ludwig Lauf w Niemczech i Sapporo International Ski Marathon w Japonii.

Gdzie najchętniej biega pan na nartach?

Najchętniej biegam w Szklarskiej Porębie na Polanie Jakuszyckiej. Zakochałem się w tym miejscu od pierwszego wejrzenia. Tylko podczas startu w zawodach poza Polską biegam na innych trasach.

Pan kocha Jakuszyce, a co mówi się o polskich trasach w Komisji Światowej Federacji Narciarskiej (FIS) d.s. Pucharu Świata w biegach narciarskich, której jest pan członkiem?

Walorem tras w Polsce są tysiące biegaczy na nartach. Problemem jest brak infrastruktury i stadionu. Ogranicza to konkurencje, które można organizować do 10 (15) km klasykiem i sprinty techniką dowolną.

Jak to się stało, że został pan członkiem tejże Komisji?

Prezentowałem kandydaturę Szklarskiej Poręby na Letniej Konferencji FIS w Dubrowniku i wtedy Prezes Tajner zauważył łatwość, z jaką rozumiem się z działaczami FIS-u. Nie mam na myśli tylko łatwości w komunikowaniu się w językach obcych, ale tzw. „nadawanie na jednej fali”.

A na czym polegało pana zaangażowanie w przygotowaniu wspomnianych zawodów Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie?

Po pierwsze musiałem przekonać władze FIS do przyznania Szklarskiej Porębie prawa do organizacji zawodów. Następnie stanąłem na czele Komitetu Organizacyjnego, a jako zarząd Spółki organizującej zawody, byłem odpowiedzialny za umowy z Polskim Związkiem Narciarskim i FIS.

Czy jako organizator pucharu świata i narciarz biegowy zgodzi się pan z nami, że Polska powinna najpierw starać się o organizację zawodów tej rangi, potem mistrzostw świata, a dopiero na końcu o zimowe igrzyska olimpijskie?

To jest właściwa kolejność. Za swoją największą porażkę jako działacza sportowego uważam rezygnację przez PZN ze wspólnej organizacji przez Szklarską Porębę i Harrachov imprezy Nordic Festival w 2016 roku. (W ciągu jednego weekendu miały zostać rozegrane trzy konkursy pucharu świata: biegi narciarskie, skoki oraz kombinacja norweska – ŁŁ) Mieliśmy praktycznie gwarancję zrobienia mistrzostw świata po dobrym zorganizowaniu imprezy przez Harrachov i Szklarską Porębę. To otwierało Polsce drzwi do starania się o organizację dużych zimowych imprez w przyszłości.

Jeździ pan rowerem do pracy – czy to sposób na dbanie o kondycję przed sezonem zimowym czy raczej traktuje go pan jako środek transportu?

Rower jest dla mnie środkiem transportu, ale powrót z pracy do domu jest przy okazji treningiem: tak układam trasę powrotną, by przejechać rowerem od 20 do 50 km. Zarówno narty jak i rower w pierwszej kolejności wykorzystywane były przez ludzi do przemieszczania się. Dopiero później powstały z tego przemieszczania się dyscypliny sportowe: kolarstwo i biegi narciarskie.

Jaka jest pana wizja rozwoju sportu w Poznaniu?

Chcę zmienić hasło „Poznań stawia na warunki do oglądania sportu” na „Poznań stawia na warunki do uprawiania sportu”. W skrócie, chcę stworzyć warunki do uprawiania sportu przez dzieci i młodzież oraz warunki do uprawiania sportu rekreacyjnego.

Ulega pan czasem pokusie, by opuścić przygotowane trasy i np. na backcountry wybrać się na pozatrasową wycieczkę?

Dwa lata temu odkryłem narty skitourowe i muszę przyznać, że sprawiają mi taką samą przyjemność, jak biegówki.