Karkonosze zimą

Przez Karkonosze na nartach backcountry

W Karkonosze wracamy co roku. Zapewniają stabilne warunki śniegowe, ładne widoki, spektakularne mgły, a także możliwość obcowania z czeską lekkością bytu. W tym roku postanowiliśmy spędzić w nich święta wielkanocne.

W podróż tradycyjnie wyruszamy z Popradu. Przejazd czeskim pendolino to atrakcja sama w sobie. W tym roku po raz pierwszy już na Słowacji możemy obserwować funkcjonowanie mechanizmu wychylnego pudła na niedawno zmodernizowanej trasie górskiej między Żyliną a granicą czeską. Pociąg w charakterystyczny sposób przechyla się na łukach, a mimo to pokonuje ten odcinek tylko odrobinę szybciej niż tradycyjne składy wagonowe.

czeskie Pendolino

 

Z czwartku na piątek śpimy w Pardubicach u Lucii i Tomáša - naszych towarzyszy wyprawy.

przed zdobywaniem Śnieżki

 

***

Nazajutrz w dalszą podróż wyruszamy pociągiem do małego miasteczka Dvůr Králové, gdzie czeka nas przesiadka na autobus w kierunku Przełęczy Okraj. I choć nasz pociąg ma lekkie opóźnienie, to żaden ze skomunikowanych autobusów nie odjeżdża z dworca, dopóki nie przesiądą się wszyscy pasażerowie wysiadający z pociągu.

Nasz autobus jest czysty, wygodny, ma nawet niską podłogę, a także system informacji pasażerskiej. Cieszymy się wygodą podróży, ale radość jakoś mąci wspomnienie podróży w rozklekotanych i ciasnych busach po podobnych trasach w Polsce. Czujemy się, jakbyśmy znaleźli się w jakimś innym, lepszym świecie…

system informacji pasażerskiej w czeskim autobusie powiatowym

 

Wysiadamy kilka przystanków przed przełęczą Okraj. Czeka nas tu pierwsza niespodzianka. Asfaltowa droga prowadząca do osady Dolní Malá Úpa zimą zamykana jest dla samochodów i oddawana we władanie narciarzy. Jakże cudownym uczuciem jest móc przebywać w ciszy, w czystym powietrzu, bez obawy potrącenia po chwili nieuwagi, nie musząc przeciskać się między samochodami zajmującymi każdą wolną przestrzeń. Jak dotąd bezsamochodowe wioski widzieliśmy tylko w Szwajcarii. Istnienie bezsamochodowej (choćby tylko przez kilka miesięcy) wioski w Czechach jest dla nas dużą niespodzianką.

Dolní Malá Úpa

 

Z Dolní Malej Úpy wyruszamy w kierunku Pomezních Boud (po polsku Przełęcz Okraj). Dobrze utrzymana trasa biegowa, ładne widoki i piękna architektura okolicznych wiosek sprawiają, że postanawiamy wrócić tu kiedyś na biegówki.

trasa biegowa w okolicy Przełęczy Okraj

 

Po drodze zatrzymujemy się na obiad w lokalnym browarze w Pomezních Boudach. Ciekawostką jest specjalna szatnia na narty, z możliwością zamknięcia na klucz (kosztuje to 20 koron czyli około 3 złote, nikt jednak z tej możliwości nie korzysta) oraz wieszaki rozwieszone nad piecem, na których narciarze mogą wysuszyć swoje ubrania. Warto podkreślić, że czeskie jedzenie zaczęło się w ostatnich latach w końcu poprawiać - wybór dań jest coraz szerszy, nie ogranicza się już do ciężkostrawnych knedlików z sosem. A dla nas jedzenie było zawsze najsłabszym ogniwem pobytów w Czechach. Na nocleg docieramy do schroniska Jelenka.

 

***

W sobotę następuje radykalna zmiana pogody. Słoneczna pogoda ustępuje miejsca silnemu wiatrowi i mgle. Z tego powodu wybieramy nieco dalszą drogę (tzw. trawersem, szlak zielony po czeskiej stronie), lepiej osłoniętą od wiatru niż najkrótszy szlak grzbietowy na Śnieżkę.

kolejka linowa na Śnieżkę zimą

 

Na szczyt po raz pierwszy udaje nam się wejść na nartach. To rzadkość, bo wbrew nazwie Śnieżka jest wyjątkowo mało śnieżną górą, a to za sprawą silnych wiatrów, które wywiewają śnieg do gołej trawy. Oto my gotowi do zejścia:

narciarze na Śnieżce

 

Na szczycie atrakcją jest zbudowany kilkanaście lat temu drewniany budynek poczty, który ma wielu fanów wśród znawców architektury współczesnej. A także popadające w ruinę, niezwykle udane architektonicznie zabudowania obserwatorium meteorologicznego po polskiej stronie. 

poczta na Śnieżce

 

Ze Śnieżki znosimy narty mniej więcej do Śląskiego Domu. Tam je przypinamy i udajemy się w kierunku schroniska Luční Bouda. Dobrze, że są tyczki, bo bez nich niechybnie zgubilibyśmy się w gęstej mgle.

narty we mgle i karkonoskie tyczki

 

Po drodze rozbawił nas widok czeskiego skiturowca, ciągnącego saneczki, któremu towarzyszyła żona z ubranym w kubraczek jamnikiem na smyczy. Obok nich luzem biegał pies pokaźnych rozmiarów. Ta scenka wydała się nam jakaś taka… czeska.

czeski skiturowiec z psami i saneczkami

 

W mocno odwilżowej pogodzie docieramy przez Przełęcz Karkonoską do kolejnego celu - schroniska Brádlerovy Boudy. Zjazd niebieskim szlakiem od Czeskiej Boudy do Brádlerovych Boud staje się jednym z najprzyjemniejszych wspomnień z całego wyjazdu. Jest to piękna, widokowa trasa, stroma w równomierny sposób, ale na tyle nierówna, że daje odczucia jazdy terenowej;  jest nieustannie pokonywana przez narciarzy, dzięki czemu nie ma na niej charakterystycznych kolein wydeptanych przez pieszych. Jest to jednocześnie fragment, w którym najlepiej możemy docenić zalety naszych nart ze stalowymi kantami. Nie chcielibyśmy tu jednak zjeżdżać na zwykłych biegówkach.

 

***

W niedzielę rano kolejna zmiana warunków. Sobotnia odwilż, zakończona opadami najpierw deszczu, a później śniegu, przeszła w słoneczny mróz z silnym wiatrem. Miękki dotąd śnieg natychmiast stwardniał, sprawiając narciarzom biegowym spore problemy. Zresztą z naszych doświadczeń wynika, że w Karkonoszach znacznie łatwiej natknąć się na twarde warunki niż miękkie. Dlatego też od kilku lat zabieramy w nie już tylko narty backcountry.

 

Czesi niemniej twardo obstają przy nartach biegowych. Choć pojawia się coraz więcej skiturowców, to jednak biegówki pozostają zdecydowanie najpopularniejsze. W twardych warunkach, często panujących na karkonoskim grzbiecie, taki sprzęt nie ma większego sensu, bo nie umożliwia ani dobrych zjazdów, ani nie zapewnia dobrego trzymania na podejściach. Zaradni Czesi swoje narty więc często…  noszą. Tym bardziej zdziwił nas brak świadomości istnienia sprzętu BC, który w Karkonoszach byłby doskonałą alternatywą dla biegówek. Wiele osób patrząc na nasze narty było przekonanych, że mamy na nogach skitury.

biegówki w Karkonoszach to często zły wybór

 

Czechy nie są aż takim rajem, jak się niektórym wydaje. Więcej o tym przeczytacie w ciekawym blogu prowadzonym przez Polaków mieszkających w Ostrawie. Bardzo często można spotkać się na przykład z niemiłą obsługą. I wcale nie musi to oznaczać niechęci do Polaków. Pani bufetowa w naszym schronisku tak samo traktowała swoich rodaków, siejąc wśród nich postrach, ale też trudno wytłumaczalne usprawiedliwienie i zrozumienie dla jej nieuprzejmości.

Z drugiej strony łatwo można spotkać się z sympatycznym czeskim poczuciem humoru, które widać na każdym kroku. Nam bardzo spodobał się gąsienico-smok, wyrzeźbiony ze śniegu. Jak to często w Czechach bywa, powstał chyba tylko po to, by wywoływać uśmiech na twarzy.

śniegowa gąsienica

 

Karkonosze potrafią być urzekające. Dzięki występującym w nich płaskowyżom są idealnym miejscem do uprawiania wędrówek narciarskich. Tak wygląda widok ze skał o nazwie Ptasi Kamień (lub Ptaszyniec):

Ptasi Kamień zimą

 

Często odnosimy wrażenie, że w Karkonoszach jest więcej śniegu niż w Tatrach na tej samej wysokości. Nawet jeżeli tak nie jest, to trudno znaleźć w naszych krajach inne góry o porównywalnie stabilnych warunkach śniegowych.

śnieg w Karkonoszach

 

***

W poniedziałek rano nadchodzi czas powrotu do Polski. Ze względu na znalezione w wyszukiwarce internetowej połączenie autobusowe, postanawiamy zjechać czarnym szlakiem z Petrovej Boudy do Jagniątkowa. Choć na mapie wydawało się, że jest to idealny plan, to w rzeczywistości przekonujemy się, dlaczego nasza część Karkonoszy jest mniej atrakcyjna narciarsko niż czeska. Zjazd pewnie byłby wielką przyjemnością w miękkich warunkach, po świeżych opadach śniegu. Ale wąska i stosunkowo stroma na początku droga, po licznych odwilżach i ponownym przyjściu mrozu z silnym wiatrem, nie zapewnia nam specjalnego komfortu ani przyjemności z jazdy. Oprócz tego widać, że po polskich Karkonoszach znacznie mniej osób przemieszcza się na nartach, przez co na drodze długo jedziemy jedną nartą w zmrożonej koleinie, o szerokości dwóch stóp. Mniej więcej po 40 minutach takiego niby-zjazdu, śniegu robi się na tyle niewiele, że musimy odpiąć narty i założyć raczki, bo pod cienką warstwą śniegu, kryje się zdradliwy lód. Takie warunki to duża różnica w stosunku do czeskiej strony - dzień wcześniej zjechaliśmy na nartach bez żadnego problemu do samego centrum Szpindlerowego Młyna.

czarny szlak do Jagniątkowa zimą

 

Powroty do Polski z roku na rok są coraz mniej bolesne. Przyjemnym zaskoczeniem jest komunikacja miejska w Jeleniej Górze. Podjeżdża po nas nowoczesny, czysty i punktualny autobus, wyposażony w biletomat, z możliwością płacenia za pomocą karty.
W dalszą podróż wyruszamy pociągiem ze stacji Jelenia Góra Sobieszów. Wiodąca przez nią linia kolejowa ze Szklarskiej Poręby to przykład stopniowego odradzania się kolei w Polsce. O ile niegdyś odcinek między Jelenią Górą a Wrocławiem pociągi pokonywały w 3 i pół godziny, to dziś najszybsze pendolino jedzie ten samo odcinek tylko 1:38. Nasz pociąg osobowy, który zatrzymywał się po drodze na każdej stacji, dojeżdża do Wrocławia z Jeleniej w bardzo przyzwoitym czasie 2 godzin i 9 minut. Miło znowu widzieć w Polsce pociągi pełne pasażerów.

I choć kolej w podróży do Małopolski wciąż nie jest konkurencyjna czasowo w stosunku do samochodu, to jednak podróż nią przestała być już upokarzającym przeżyciem. A za kilka lat, po zakończeniu modernizacji torów, podróż powinna skrócić się jeszcze nawet o półtorej godziny.

Impuls Kolei Dolnośląskich w Jeleniej Górze Sobieszowie

 

Podsumowanie

  • W Karkonoszach bardzo często śnieg jest mocno zmrożony. Narty z metalowymi krawędziami spisują się znacznie lepiej niż zwykłe biegówki. Trzeba jednak pamiętać o ich naostrzeniu przed wyjazdem. My tego nie zrobiliśmy i na zjazdach mocno żałowaliśmy.
  • Karkonosze idealnie nadają się do wędrówek na nartach BC ponieważ jest tu dużo terenów o zróżnicowanym nachyleniu - płaski teren niepostrzeżenie przechodzi w umiarkowanie strome zjazdy i podejścia. Na dobrze trzymających nartach bez konieczności przypinania fok jesteśmy szybsi niż wszyscy inni.
  • Strome zjazdy bez problemu odnajdą też skiturowcy czy zwolennicy telemarku. Narciarzom biegowym polecamy liczne wytyczone trasy biegowe, przede wszystkim w Horních Mísečkach oraz Dolní Malej Úpie. Trasy biegowe w Harrachovie lepiej sobie odpuścić.
  • Żaden narciarz biegowy nie był szybszy od nas poza trasą biegową. Znowu potwierdziło się nasze przekonanie, że biegówki mają sens przede wszystkim na dobrze przygotowanych trasach. Poza nimi lepiej wybierać bardziej pancerny sprzęt.
  • Jeżeli macie taką możliwość, to weźcie w Karkonosze nietaliowane narty z rowkiem. Nie ma tu zbyt wielu potrzeb wykonywania skrętów. W takim terenie lepiej sprawdzą się narty dobrze trzymające kierunek i niemyszujące. Alpiny Discovery Łucji były tym razem lepszym wyborem niż moje szerokie i taliowane Madshusy Epochy.
  • Karkonosze to góry, w których warto planować wycieczkę z wykorzystaniem transportu zbiorowego. Dzięki temu można skończyć wędrówkę w innym miejscu, niż z którego się wychodziło. I dzięki temu zobaczyć więcej. Czeskie rozkłady jazdy znajdziecie na stronie www.idos.cz. Od zeszłego roku funkcjonuje też połączenie autobusowe Kolei Dolnośląskich z Karpacza, skomunikowane w Jeleniej Górze z pociągami do Wrocławia.
  • Chyba największą radością z narciarstwa backcountry jest lekkość sprzętu. Nawet przez chwilę nie doskwierała nam waga nart. A ja na wycieczkę pojechałem wyłącznie w moich butach narciarskich. Wyobrażacie sobie kilkugodzinną podróż pociągiem w plastikowych butach skiturowych?

Więcej zdjęć z wycieczki zobaczycie w galerii na Flickrze.

Piotr Manowiecki