Dyktatura na biegówkach, czyli jak to robią na Białorusi

Dyktatura na biegówkach, czyli jak to robią na Białorusi

Nie jest to kraj, o którym myśli się w czasie planowania zimowych wyjazdów. Tymczasem czekają tam profesjonalnie przygotowane trasy w centrum miasta, ślady na jeziorach, ścieżki w rezerwatach przyrody. Na Białorusi mieściłby się biegówkowy raj na ziemi, gdyby… nie była to Białoruś.

Ośrodków biegowych jest na Białorusi kilka. Główny znajduje się w Raubiczach, jednak z powodu trwającego tam remontu w sowieckim stylu, czyli wszystko od nowa, nie ma tam teraz przygotowanych tras. Płatne trasy znajdują się przy zjazdowym ośrodku narciarskim w Łogojsku, ale i tam z powodu niewystarczającej ilości śniegu tras akurat nie było. Biegaliśmy zatem na pobliskiej Zajęczej Polanie, w Nowopołocku oraz niedaleko imponującego rozmachem nowego pałacu prezydenckiego, czyli w samym sercu Mińska. A wszystko na wyjeździe Towarzystwa Narciarskiego „Biegówki”, zorganizowanym przez współzałożyciela Biegówek pod Tatrami, Piotra Manowieckiego.

Sztuczny śnieg bez traktora

Powinniśmy na Podhalu uczyć się od Białorusinów, jak przygotowywać trasy. W Mińsku non stop pracują armatki śnieżne, produkując białe dobro na wielką kupę. Ciężarówki wożą śnieg na trasę, usypując ponadmetrową warstwę, następnie wyjeżdża ratrak, który wszystko ubija, zostawiając za sobą gładką jak stół trasę do łyżwy i wycięty jak brzytwą tor do klasyka. Dodajmy do tego grupkę ludzi, którzy łopatami wyrównują boki nasypu. Tak to wygląda pod prezydenckim oknem, a w oddalonym 250 km Nowopołocku, gdzie trenuje białoruska kadra? Góra sztucznego śniegu była, zabrakło niestety traktora, który rozwiózłby go na trasy. Nic nie dało, że łopatą próbował roznieść go sam dyrektor ośrodka, bo przy -20oC śnieg jest twardy jak skała. W każdym jednak miejscu trasy na całej długości (z reguły jest to ok. 5 km, na Zajęczej Polanie 10 km) są sztucznie oświetlone, idealnie wyprofilowane jeśli chodzi o kąt i nachylenie zakrętów. Ma to szczególne znaczenie już po zimie, gdy każda z tras jest torem nartorolkowym, o jakim w Polsce możemy na razie pomarzyć. Trasy są czytelnie oznaczone, w niebezpiecznych miejscach ogrodzone siatką i nietknięte stopą bez narty czy psią łapą. A to w naszym nadwiślańskim kraju już, niestety, zupełna abstrakcja.

Tylko dla zawodników?

Odnieśliśmy wrażenie, że na Białorusi nie istnieje amatorskie narciarstwo biegowe. Na trasach spotyka się przede wszystkim zawodników, jedynie w Mińsku przychodzą po pracy pobiegać na nartach zwykli ludzie. Od razu rzucają się w oczy nieprofesjonalnym strojem i tym, że kaleczką łyżwę tak samo jak my. Biathlon jest tu jednym ze sportów narodowych, dlatego przy prawie każdej trasie znajduje się strzelnica biathlonowa, a widok narciarza biegnącego klasykiem jest rzadkością. Ciężko też wypożyczyć narty do klasyka, a jeśli już się uda, będą raczej bez łuski. Ma to swoje dobre strony: gdy na trasie tłok, tory do klasyka pozostają tylko do naszej dyspozycji. Przy świetnie utrzymanych trasach brakuje jednak zaplecza z prawdziwego zdarzenia, podobnie zresztą jak u nas. W Mińsku rolę szatni spełniała ławeczka przy trasie, pod którą biegacze zostawiali po prostu swoje buty. Przyznacie sami – dość ryzykowny pomysł w polskich warunkach. Jedyne, czego brakuje Białorusi, to bardzo ważna w podnoszeniu wydolności organizmu wysokość nad poziomem morza, dlatego ich zawodnicy przyjeżdżają na zgrupowania do… Zakopanego.

Jeziora i drewniane narty

Jeśli ktoś od biegania po trasach woli narciarskie wędrówki poza szlakiem, zachwyci się przepięknymi, dziewiczymi terenami, jakich coraz mniej w Europie. Ukształtowanie terenu Białorusi jest wymarzone na biegówki, a zimy w klimacie kontynentalnym przynoszą dużo śniegu i siarczyste mrozy. Jeziora, a nawet rzeki stają się naturalnym miejscem narciarskich wycieczek. W Nowopołoku na zamarzniętym jeziorze trenuje białoruska kadra, a pod stolicą ślady biegówek wiodą przez Mińskie Morze, olbrzymie sztuczne jezioro. Nawet zupełnie początkujący narciarze świetnie radzą sobie na takiej zamarzniętej, idealnie płaskiej powierzchni. Fantastycznym miejscem na wycieczkę jest Berezyński Rezerwat Biosfery – najstarszy rezerwat w całym byłym ZSSR. Jego największą wartością jest zachowany las pierwotny oraz torfowiska. W muzeum rezerwatu można wypożyczyć jedyne w swoim rodzaju drewniane, bardzo stabilne narty back country i ciężkie kije z dużymi talerzami. A jeśli komuś taki sprzęt bardzo się spodoba, w stołecznym domu towarowym może kupić nieco węższe i lżejsze, ale równie stylowe drewniane narty za ok. 70 zł. My zrezygnowaliśmy z zakupu w ostatniej chwili, a cóż by to była za sensacja na tatrzańskich szlakach.

PS. Na nartach biega też prezydent Białorusi (i zwycięża we wspaniałym stylu). Zobaczcie sami!