Cud na Równi Krupowej

Cud na Równi Krupowej

W tym roku po raz pierwszy narciarska trasa biegowa na Równi Krupowej nie została zniszczona przez pieszych. Jak to się stało?

Trasa biegowa na Równi Krupowej w Zakopanem otoczona jest licznymi domami mieszkalnymi oraz hotelami. Nic dziwnego, że przez cały rok służy jako jeden z głównych celów spacerów w mieście. Jest też miejscem, gdzie mieszkańcy wyprowadzają swoje psy na spacer. Dotąd każdej zimy trasa była masakrowana przez nie-narciarzy. Kilka godzin po wyratraktowaniu na wielu fragmentach przypominała ser szwajcarski. W tym roku zdarzyło się jednak coś zaskakującego. Przez kilka dni w okresie sylwestrowym jej niektóre fragmenty przetrwały w zaskakująco dobrym stanie. Choć oczywiście wszędzie było widać ślady butów, to w niektórych miejscach było ich tak mało, że można to uznać za prawdziwy cud w kraju, w którym z tak wielką zawziętością niszczy się trasy narciarskie. Tak wyglądała centralna część trasy w kilka dni po przejechaniu ratraka:

 

 

Jak widać na zdjęciu, przez cały ten czas po trasie przeszły tylko 2-3 osoby, co jest wynikiem jak na Polskę rewelacyjnym. A przecież był to okres sylwestrowy, kiedy do Zakopanego zjechały tłumy ludzi.

Zadałem sobie więc pytanie, jak to się stało, że na Równi sąsiadywały ze sobą fragmenty, które natychmiast stały się „ceprostradą” z odcinkami, po których prawie nikt nie chodził. Oto moje wnioski:

  • Dobrze sprawdził się eksperyment opiekunki trasy, pani Zofii Kiełpińskiej z urzędu miasta, by ubić kilka odcinków z myślą o pieszych. One kanalizowały ruch z dala od trasy narciarskiej.
  • Szczególnie niszczone były te odcinki, po których ludzie przyzwyczajeni są chodzić przez cały rok. Innymi słowy nie ma co próbować na siłę zmieniać przyzwyczajeń. Z drugiej strony widać wyraźnie, że najmniej rozdeptane były te miejsca, gdzie latem nie chodzi zbyt wielu spacerowiczów.
  • Najbardziej odporna na pieszych jest otwarta przestrzeń, położona w samym środku Równi, a najmniej na jej obrzeżach. Wybitny urbanista Jan Gehl w swojej książce „Miasta dla ludzi” przekonuje, że ludzie źle się czują na otwartej przestrzeni. Jeżeli mają wybór, to wolą iść skrajem placu czy parku.
  • Innym wyjaśnieniem, dlaczego pętelka nie jest niszczona może być to, że w tym miejscu trasa nie łączy dwóch punktów, między którymi poruszają się piesi. Innymi słowy: jeżeli trasa narciarska łączy w linii prostej popularny chodnik z przystankiem autobusowym, restauracją, sklepem czy urzędem, to można mieć pewność, że zostanie zadeptana.
  • Szeroka trasa przygotowana pod łyżwę, odchodząca prostopadle od chodnika jest zaproszeniem do spacerowania. Jeżeli chcemy zmniejszyć liczbę deptaczy, trasa powinna prowadzić jak najdalej od ciągów pieszych. A jeżeli nie jest to możliwe, to niech wiedzie równolegle do chodnika (nie prostopadle). Jeżeli go nie ma, a ludzie w danym miejscu i tak chodzą, warto wyratrakować równoległy pas. Tak zresztą robią w austriackim Seefeld, gdzie dla biegaczy i pieszych co roku ubija się 142 kilometry tras.
  • Lekkie podwyższenie pomaga. Prawie nikt nie wchodził tam, gdzie trasa biegowa (usypana ze sztucznego śniegu) jest o 20-30 centymetrów wyżej niż teren. Jest to przeszkoda bardziej psychologiczna niż faktyczna, ale działa!
  • Warto w centralnym, najmniej rozdeptanym fragmencie dodać tymczasowe grodzenia, znane z tras zjazdowych. Mogą to być siatki, rozkładane płotki lub barierki. Podobne widzieliśmy w Mińsku na Białorusi i sprawiały one, że po trasie naprawdę nikt nie chodził.
  • Warto pamiętać o tym, że na Równi pieszy jest najważniejszy. On chodzi tu przez cały rok. I organizując trasę biegową, trzeba poznać i uwzględnić jego przyzwyczajenia. Na szczęście, jak się okazało w tym roku, można na Równi zrobić całkiem sporą pętelkę, która ma szansę funkcjonować w dobrym stanie. A z marzeniami o trasie biegowej na całej Równi trzeba się jak najszybciej pożegnać.