ALPINA ALASKA - recenzja butów po dwóch sezonach używania

Poniższa recenzja z pewnością rozczaruje stałych bywalców forów internetowych. Nie znajdziecie w niej szczegółowych opisów technicznych. Być może wręcz nie dowiecie się niczego nowego.

Nie jestem sprzętowcem. Mimo, że co weekend chodzę na wycieczki narciarskie, nie potrafiłem odpowiedzieć na proste pytanie, jaką szerokość mają moje narty backcountry. Tak samo, gdybyście zapytali mnie o aparat fotograficzny, to nie umiałbym z głowy powiedzieć, jaki to model, mimo że zrobiłem nim przez 4 lata z kilkadziesiąt tysięcy zdjęć. Jedyne co umiem, to opisać wrażenia użytkownika. A w przypadku Alasek są one znakomite.

Alpina Alaska to topowe buty backcountry czołowego producenta obuwia do nart biegowych. Ale co ciekawe, firma ta produkuje również buty zjazdowe, całkiem udane narty backcountry, przeciętne narty biegowe, a nawet … buty dla myśliwych. Alaski wykonane są ze skóry i mają membranę Alpitex, chroniącą przed mokrym śniegiem, deszczem i wilgocią. Są produkowane w dwóch odmianach - jako Alpina Alaska - do wiązań NNN BC (czyli wiązań przypominających klasyczne mocowania biegówkowe) oraz jako Alaska 75. Te drugie mają “kaczy dziób” i można je używać w “historycznych” wiązaniach NN75.  

Po raz pierwszy o Alaskach usłyszałem, kiedy kobieca wyprawa na Spitsbergen pod kierownictwem Agnieszki Siejki, wybrała to właśnie obuwie. Ponoć sprawdziło się tam znakomicie. Ale szczerze mówiąc była to dla mnie raczej antyreklama - tak ciepłe buty będą za ciepłe na nasze warunki - pomyślałem. Bardzo szybko po ich nabyciu okazało się, że się myliłem.

Ale zanim przesiadłem się na Alaski, popełniłem jeszcze jeden błąd. Kupiłem buty innej niż Alpina firmy. Były tak niewygodne, że po miesiącu użytkowania wystawiłem je na sprzedaż w internecie, ostrzegając uczciwie przed ich zakupem (mimo to znalazł się chętny). Kolejnym krokiem był zakup butów Alpina 1550. To standardowy, budżetowy but do backcountry. Wygodny, przyzwoicie trzymający nogę.   

buty Alpina Alaska w Tatrach

Alpiny Alaski idealnie sprawdzają się podczas wycieczek tatrzańskich. fot. Damian Guzik

 

Kilka wrażeń po dwóch latach użytkowania butów Alpina Alaska

Największym zaskoczeniem (i jednocześnie przewagą w porównaniu z Alpinami 1550) jest doskonałe odprowadzanie potu. Po opowieściach o subpolarnej wyprawie na Spitsbergen, spodziewałem się raczej problemów z nadmierną temperaturą. Tymczasem nigdy nic takiego nie miało miejsca. Z buta za każdym razem wyciągam suchą stopę, zarówno przy dużych mrozach, jak i temperaturach plusowych. Połączenie Alasek, ze skarpetami z merynosu i stuptutami sprawia, że mam sucho w stopę (pod warunkiem regularnego impregnowania butów) w każdych warunkach.    

W butach nie jest ani za ciepło, ani za zimno. Kiedy rok temu wybrałem się przy mrozie około -18 stopni w Tatry, nie czułem nawet najmniejszego chłodu. Gorzej było niedawno podczas jeżdżenia wyciągiem krzesełkowym na Kasprowy przy -19 stopniach i silnym wietrze. Pocieszeniem było, że zjazdowcy cierpieli jeszcze bardziej. A włożenie do buta wkładki ogrzewającej (którą narciarz BC powinien zawsze mieć przy sobie) rozwiązało całkowicie problem. 

Buty doskonale radzą sobie z mokrym śniegiem. Dopiero trzeciego dnia zjeżdżania w odwilżowej kaszy śniegowej podczas styczniowych Polskich Spotkań Telemarkowych, buty zaczęły przemakać. Wystarczyła jednak impregnacja za pomocą specjalnego środka i buty od tego czasu ani razu nie przepuściły wilgoci z zewnątrz.  

Ci, którzy po raz pierwszy zakładają Alaski, mogą wręcz odnieść wrażenie, że są one aż za sztywne. Jednak po przypięciu ich do nart wszelkie obawy mijają. Alaski dają bardzo dobrą, jak na lekki sprzęt do backcountry, stabilność podczas zjazdów (w porównaniu choćby do Alpin 1550 czuję się w nich „prawie jak” zjazdowiec). I choć wiązania NNN BC mają dawać przede wszystkim komfort podczas przemieszczania się w zróżnicowanym, ale niezbyt stromym terenie, to w połączeniu z Alaskami zapewniają tak dobrą kontrolę nad nartą, że bardziej doświadczony narciarz zjedzie na nich z łatwością nawet z Kasprowego. Problemy pojawiają się dopiero w mocno twardych warunkach. 

Jeżeli miałbym zarzucić coś Alaskom, to przede wszystkim to, że producent nie przewidział mocowania na stuptuty, które z kolei miały buty konkurencyjnego producenta. Słyszałem też dość trafne zdanie, że Alpina Alaska to w polskich warunkach … snobizm i wystarczą lżejsze (i tańsze modele), np. Alpina 1600 lub Alpina Wyoming. Pewnie jest w tym nieco prawdy. Ale co z tego?

Niektórzy narzekają na wysoką cenę butów, która przekracza 1000 złotych. Moim zdaniem, warto wydać nieco więcej i mieć buty z najwyższej półki, które wytrzymają wiele sezonów, będą doskonale oddychać i chronić palce przed odmrożeniami. Tym bardziej, że cena tych topowych butów opowiada … cenie butów zjazdowych niskiej klasy. Ale jestem przekonany, że inne skórzane modele - Alpina 1600 i Alpina Wyoming też doskonale się sprawdzą. 

I jeszcze jeden, pewnie nieistotny szczególik: ilekroć zakładam Alpiny, zawsze mnie cieszy, że jest przynajmniej jedna firma z kraju słowiańskiego i postkomunistycznego, która robi coś najwyższej jakości, co podbiło zachodnie rynki (nawet norweski!) i co wciąż produkowane jest w Europie. Czyli jednak da się!